sobota, 4 stycznia 2014

Wierzysz w bajki?


Pierwszy komentarz i nagle siedzę z nieprzerwanym uśmiechem od 20 minut, dziękuję. Mam nadzieję, że pojawi się ich więcej, gdyż jest to dla mnie informacja co robię dobrze, a co jest nie tak jak powinno. Uciekam świętować *śmiech* i życzę miłej lektury. 

~**~


Trzęsącymi się rękoma z siłą na jaką było mnie stać pchnąłem wieko, które ku mojemu zdziwieniu bez problemu ustąpiło. Gdy podniosłem się do pozycji siedzącej, przekonałem się, że to nie w trumnie, a jakimś dużym pudełku zostałem zamknięty. W pomieszczeniu panował półmrok, źródłem nikłego światła było nieduże okno naprzeciwko mnie. Rozejrzałem się dokoła i poza mną w pomieszczeniu nie przebywał nikt inny. Mój wzrok zatrzymał się na prostopadłej do okna ścianie. Bez namysłu ruszyłem w tamtą stronę. Nacisnąłem klamkę, a drzwi głośno skrzypiąc otworzyły się. Zmrużyłem oczy przez promienie słońca, które ledwo przebijało się przez chmury. Gdy po dłuższej chwili przyzwyczaiłem się do tej jasności, uświadomiłem sobie, że stoję na niedużej, drewnianej werandzie domku położonego na leśnej polanie. Omiotłem ją szybko spojrzeniem, a że nic nie przykuło mojej uwagi, szybkim krokiem ruszyłem przed siebie. Zrobiłem nie więcej niż 10 kroków, gdy usłyszałem głos, który rozszedł się echem.

- Daleko nie zajdziesz. Najbliższa szosa jest położona 8,5 kilometra stąd, a ty nie masz ani jedzenia, ani wody, do tego nie wiesz w którym kierunku się udać, więc radzę pozostać tu gdzie jesteś.

Stanąłem jak wryty, nie wiedząc co zrobić. W końcu postanowiłem się odwrócić i ujrzeć nadawcę tych słów. To co, a raczej kogo, zobaczyłem, zbiło mnie z tropu. Chłopak mógł być najwyżej dwa lata starszy ode mnie, mojego wzrostu o ciemno fioletowych włosach i nieco odstających uszach. Czy to możliwe, abym za jego sprawą się tu znalazł? Wyglądał niewinnie i do tego obdarzył mnie przyjaznym uśmiechem. Nie dając zwieźć się pozorom, nie ruszyłem się z miejsca tylko zapytałem

- Wytłumacz mi co ja tutaj robię.

- Chodź tu i usiądź, nie będziemy tak do siebie krzyczeć – odpowiedział spokojnie nieznajomy.

Nie wiem dlaczego, ale postanowiłem go posłuchać. Gdy z powrotem znalazłem się na werandzie, chłopak się ukłonił i powiedział

- Cała ta sytuacja jest dla Ciebie niezrozumiała, ale wszystkiego się dowiesz w swoim czasie. Nazywam się Kim Taehyung, albo V, jak wolisz. Jesteśmy Sathina.

Spojrzałem na niego z idiotycznym, jak podejrzewam, wyrazem twarzy. Co on plecie? Sathina? Co to ma oznaczać? Po mojej minie wywnioskował, że nie mam pojęcia o czym do mnie mówi, więc dodał

- Jesteśmy powiązani przeznaczeniem. Sathina znaczy tyle co bratnia dusza.

- Bratnia dusza? Nie sądziłem, że coś tak abstrakcyjnego istnieje naprawdę. – Odezwałem się po chwili milczenia.

Nie odpowiedział. Nie był zbyt rozmowny, ale musiałem się dowiedzieć co to za niedorzeczna sytuacja. Jednak zanim się za to zabrałem, wpadło mi do głowy jedno, zasadnicze pytanie.

- Dlaczego ocknąłem się w pudełku?

- Musiałem Cię ukryć w najmniej prawdopodobnym miejscu. – Zaśmiał się głośno.

- Czyli w pudełku na środku pustego pokoju? – Uniosłem jedną brew zaintrygowany.

- Um, no może nie do końca był to dobry pomysł. – Uśmiechnął się i podrapał w tył głowy, lekko zmieszany.

- Dlaczego mnie ukryłeś? – Zadałem kolejne pytanie, które wprowadziło go w konsternację.

- Zadajesz dużo py~ - przerwał w półsłowa i zaczął się rozglądać.

Po krótkim czasie usłyszałem stłumiony huk, dochodzący od strony, w którą jeszcze przed momentem zmierzałem. Poczułem mocny uścisk na nadgarstku i w momencie znalazłem się w pomieszczeniu z pudłem. Zastanawiałem się jaki sens ma ukrycie się w pustym pomieszczeniu, ale V sprawnym ruchem wyrwał jedną z desek w ścianie, a do powstałej dziury włożył rękę po samo ramię. Nagle w kącie coś zatrzeszczało i kawałek podłogi dosłownie się zapadł.

- Na co czekasz? Właź! – krzyknął mi do ucha Taehyung.

Jak poparzony wskoczyłem do szczeliny i upadłem na coś miękkiego, jakby materac. Obok mnie spadł Tae. Gdy podniosłem głowę po ubytku w parkiecie nie było ani śladu. W następnym momencie ponownie byłem prowadzony za rękę, tym razem przez jakiś wąski korytarzyk, który prowadził do kolejnego pomieszczenia. Tam V nacisnął włącznik i rozbłysło światło. Moim oczom ukazał się regał z książkami, komputer, niewielki stolik, dwa krzesła i kanapa.

- Rozgość się. – Rzekł niespodziewanie mój nowy towarzysz.

Wyglądał na zdenerwowanego. By nie drażnić go bardziej, bez słowa usiadłem na skraju kanapy.

- Teraz już na pewno ciekawość cię zżera – stwierdził jak tylko spocząłem.

- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo – odrzekłem.

- Mam. Kilka miesięcy temu to ja byłem na twoim miejscu, z tą różnicą, że mnie potraktowano mniej uprzejmie – jego wyraz twarzy złagodniał. – Zacznijmy od początku, tak będzie najprościej – usiadł obok mnie. – Cała historia jest zaskakująca, chyba, że wierzysz w bajki.

1 komentarz:

  1. Jak na razie jest świetnie! Naprawdę zapowiada się bardzo ciekawie i oryginalnie.Czekam co będzie dalej~

    OdpowiedzUsuń