wtorek, 7 stycznia 2014

Znowu biegnę najszybciej jak potrafię.


Bardzo dziękuję mojej Ki (której blog koniecznie musicie odwiedzić click) i Zającowi (nie wiem czy to już ujawnianie danych osobowych ._.), dzięki którym liczba wyświetleń ciągle rośnie! Jestem Wam niezwykle wdzięczna. Tymczasem, pojawił się nowy komentarz, więc oto jestem z nowym postem. 

~**~


Poczułem, że tracę równowagę, a ostatni moment jaki pamiętam to przerażone oczy V. Obudziłem się na kanapie z głową opartą na czymś co poduszką na pewno nie było. Zamrugałem kilka razy, by przyzwyczaić swoje oczy do jasnego światła. Lekko uniosłem głowę. Okazało się, że leżałem na kolanach Tae. Gdy ten zauważył mój ruch natychmiast kazał leżeć dalej i odpoczywać. Nie miałem siły na dyskusję, więc go posłuchałem. Jednak nie miałem zamiaru pozwolić mu na wywinięcie się od pytań.

- O czym oni mówili?

- Nie wiem

- Kłamiesz.

Zapadła cisza. Jeśli myślał, że mu odpuszczę to nie pomylił się ani trochę. Miałem wrażenie, że jeśli teraz zasnę to obudzę się za rok. Zamknąłem oczy i odpłynąłem.


Znowu biegnę najszybciej jak potrafię. Tym samym ciemnym lasem. Znowu czuję czyjś oddech na karku. Potknąłem się i nie mogę ruszyć. Ktoś się zbliża. Nie ma już dla mnie ratunku. Czuję jak ktoś łapie mnie za ramiona i lekko potrząsa. „Obudź się! Słyszysz mnie?”

Otworzyłem oczy i zobaczyłem swojego ojca nachylonego nade mną.


- Dzięki Ci Panie! W końcu się ocknąłeś. Jak się czujesz? – Pytał drżącym głosem.

- Do-dobrze. Co się dzieje? – Nie rozumiałem co robię w domu.

- Musiałeś lunatykować, albo potknąć się, idąc do kuchni. Rano znalazłem Cię, leżącego pod schodami – wytłumaczył prędko.

Czyli to wszystko było snem?

Powolnym krokiem ruszyłem w stronę swego pokoju.

-Synu, wszystko dobrze? – Usłyszałem za plecami, nie próbując nawet analizować tych słów.

Zamknąłem drzwi, usiadłem na podłodze i osłupiale gapiłem w dywan. Co tu się dzieje? Co dzieje się ze mną? Może to jakaś choroba psychiczna? Przecież niemożliwym jest, by sen okazał się tak realistyczny. Pogrążyłem się we własnych myślach i nagle zdałem sobie sprawę, że nie pamiętam o czym tak zaciekle rozmyślam. Zdziwiony swoim zachowaniem, podniosłem się z podłogi i poczłapałem do łazienki. Po wykonaniu porannej toalety i ubraniu się, wróciłem do pokoju i stanąłem przy oknie. Wpatrywałem się w pustą ulicę przez dłuższy czas. Gdy już miałem zamiar zakończyć bezsensowne obserwacje, przy krawężniku domu obok zaparkowała granatowa furgonetka, z której wysiedli dwaj mężczyźni. Otworzyli tylnie drzwi i, tak jak się spodziewałem, zaczęli wyjmować kartony. nie było ich wiele, więc po niecałych dziesięciu minutach skończyli, odpalili silnik i odjechali. Kiedy sąsiedzi się wyprowadzili? Przecież jeszcze wczoraj ich widziałem. Kim jest nowy właściciel domu? By odpowiedzieć na swoje pytania postanowiłem przywitać nowego mieszkańca naszego miasteczka. Zbiegłem po schodach, z kuchni wziąłem kawałek szarlotki, który ładnie zapakowałem i już byłem w drodze do domu obok. Przed drzwiami chwilę zastanowiłem się co powiedzieć i stanowczo zapukałem, używając mosiężnej kołatki w kształcie lwa. Momentalnie drzwi otworzyły się na oścież i zobaczyłem nieco niższego ode mnie chłopaka o wyjątkowo pulchnych policzkach. Wyglądał na zaspanego. Leniwie przeczesał palcami roztrzepane, czarne włosy. Uśmiechnął się szeroko i pogodnym głosem przywitał

- Cześć.

- Witam. Zauważyłem, że przed chwilą się wprowadziłeś, więc postanowiłem przynieść drobny poczęstunek. – Wyciągnąłem przed siebie niewielki pakunek, zdając sobie sprawę, że moje zachowanie jest nienaturalne i dość podejrzane.

- Dla mnie? Naprawdę? Dziękuję! – odebrał ode mnie ciasto, najwidoczniej nie zastanawiając się nad tym co ja. – Zapraszam do środka.

- Nie chcę przeszkadzać, musisz się rozpakować i tak dalej. – Skłamałem, by nie wzbudzić podejrzeń.

- Mam mnóstwo czasu, poza tym chciałbym kogoś poznać, opowiesz mi o okolicy – nalegał.

- No okej, jeśli to nie problem to na chwilę wstąpię – przekroczyłem próg. – Zapomniałem, jestem Jeon Jungkook.

- A ja Park Jimin – odpowiedział, zamykając drzwi.

Przeszliśmy do salonu, usiadłem na kanapie, a Jimin udał się do kuchni by rozpakować ciasto. Po chwili wrócił z talerzem, dwoma szklankami i butelką napoju pod pachą.

- Wprowadziłeś się sam?

- Tak – odparł nalewając soku.

- Więc chyba powinienem zwracać się per Pan – zauważyłem.

- Co ty, nie jestem aż tak stary – zaśmiał się.

- Powiem szczerze, że jestem zaskoczony, bo jeszcze wczoraj rodzina, która tutaj mieszkała nie sprawiała wrażenie, by miała się wyprowadzić – postanowiłem powiedzieć wprost.

-Nic o tym nie wiem, po prostu znalazłem korzystną ofertę i się wprowadziłem. Czemu by nie? – Spojrzał na mnie z nieprzerwanym uśmiechem na twarzy.

- Może pomogę Ci z rozpakowaniem pudeł? – Zerknąłem kątem oka, by zaobserwować reakcję.

- Nie trzeba, poradzę sobie -  w momencie spoważniał.

- Na pewno? Jestem przekonany, że dużo z tym roboty – ciągnąłem temat, udając, że nie zauważyłem zmiany jego wyrazu twarzy.

- Na pewno – rozległ się dźwięk telefonu. – Przepraszam na moment – pospiesznie wyszedł z pomieszczenia.

Upewniłem się czy przypadkiem nie zostanę przez niego zauważony i zacząłem przeglądać pudła, które stały pod ścianą. Wszystkie były wypełnione przeróżnymi książkami. Nie mogłem nawet przeczytać tytułów, bo zostały napisane dziwacznymi znakami. W ostatnim kartonie zauważyłem sporych rozmiarów księgę, której tytuł byłem w stanie przeczytać, a brzmiał „Sathina”. Odniosłem wrażenie, że gdzieś już to słyszałem, że znam ten termin. Jednak gdy próbowałem sobie cokolwiek przypomnieć w mojej głowie pojawiała się czarna dziura. Usilnie przeszukiwałem zakamarki pamięci, gdy wtem usłyszałem kroki. Potykając się o własne nogi wróciłem na poprzednie miejsce, do ręki wziąłem kawałek ciasta i zrobiłem spory kęs.

- Niestety muszę wyjść. Dopiero się wprowadziłem, a już obowiązki mnie ścigają – westchnął. – Ponownie przepraszam, może spotkamy się jutro? – Zaproponował.

- Jasne, cały dzień jestem w domu, więc przyjdź o której chcesz. – mówiłem z pełnymi ustami, sam ledwo rozumiejąc słowa. Uśmiechnąłem się i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, wyszedłem.



1 komentarz:

  1. Nie, ja wcale nie mam łez w oczach, dziękuję Ci bardzo bardzo bardzo!
    Oczywiście rozdział świetny, już to mówiłam.
    WSZYSCY KTÓRZY TO CZYTACIE MĘCZCIE JĄ O KOLEJNE ROZDZIAŁY, BO ONA MA TEGO WIĘCEJ!
    Pozdrawiam, Twoja najcudowniejsza Ki C:

    OdpowiedzUsuń