Mam nadzieję, że treścią nadrobiłam długość tej notki. Niestety, ze względów "technicznych" musi taka być. Miłego czytania.
~**~
Po
powrocie do domu od razu zamknąłem się w swoim pokoju i włączyłem komputer.
Musiałem coś znaleźć na temat słowa „Sathina”, nawet jeśli miałbym przekopać
wszystkie strony internetowe. Kliknąłem ikonę przeglądarki i wpisałem hasło w
wyszukiwarce. Nic konkretnego się nie wyświetliło. Przejrzałem kilka wyników,
jednak szybko mój zapał zniknął. Nic. Zero. Ciężko opadłem na oparcie fotela i
westchnąłem dość głośno. Wiedziałem, że jeśli nie znajdę niczego tutaj, to
istnieje tylko jedno wyjście. Biblioteka szkolna na czas przerwy letniej jest
zamknięta, a innej w naszym miasteczku nie ma. Jednak znałem osobę, która
posiada swój prywatny zbiór książek, dorównujący temu szkolnemu. Perspektywa
odwiedzenia tej dziewczyny przyprawiała mnie o dreszcze. Nie owijając w
bawełnę, Choi Yongwoo mnie przerażała. Sam nie wiem czemu. Może dlatego, że w
trakcie zajęć szkolnych nie odstępowała mnie na krok. A może przez pobicie
dziewczyny, która otwarcie ze mną flirtowała. Albo przez te wszystkie listy,
które znajdowałem dosłownie wszędzie, w szafce, na stoliku, w plecaku, a nawet w kieszeniach własnych spodni. Ona
zwyczajnie ma obsesję. Może się to wydawać śmieszne, ale trzęsę portkami, kiedy
o niej słyszę. Spojrzałem na zegar, 13:30. Biłem się z myślami, obserwując
nieustający ruch wskazówek. Jeśli chcę się czegokolwiek dowiedzieć muszę
pokonać swoje obawy i wykorzystać urok, by bez problemu dostać się do źródła
informacji. Ruszyłem w stronę szafy. Wyjąłem z niej czarną koszulkę z dość
szeroko wyciętym dekoltem, jak na męską część garderoby i granatowe szorty.
Podszedłem do lustra i przeczesałem roztrzepane włosy. Zrobiłem kilka kroków w
tył i oceniłem całokształt. Nieźle. Powinno zadziałać. Schodząc na dół
zastanawiałem się co powiedzieć i jednocześnie uspokajałem, by nie uciec
stamtąd jak ostatni tchórz. Stwierdziłem, że po drodze wstąpię do kwiaciarni.
Jakaś róża czy tulipan na pewno ułatwi sprawę i pomoże pozbyć się dodatkowych
pytań. Ubrałem buty i wyszedłem. Kwiaciarnia znajdowała się w centrum, czyli
mniej więcej 20 minut spacerem. Zapomniałem o słuchawkach, więc ruszyłem
wsłuchując się w rumor dnia codziennego. Przyglądałem się sąsiadom wykonującym
prace w ogrodach, które o tej porze roku żyły w pełni. Inni zaś kryli się w
garażach, próbując naprawić swoje pojazdy. Obserwowanie tych zwykłych czynności
tak mnie pochłonęło, że zanim się obejrzałem, byłem u celu. Pchnąłem drzwi i z
uśmiechem przywitałem kwiaciarkę, która równie pogodnie odpowiedziała. Wybrałem
pierwszą z brzegu różę, nie zważając na jej wygląd. Zapłaciłem i uprzejmie się
pożegnałem. Gdy wyszedłem, skręciłem w lewo w stronę domu Yongwoo. Przeszedłem
kilka metrów, gdy dosłownie przed moim nosem ktoś w zastraszającym tempie
przebiegł. Zatrzymałem się gwałtownie, zaskoczony. Popatrzyłem w bok, wzrokiem
podążając śladami tej osoby. Jakiż mój wyraz twarzy musiał być komiczny, gdy
ujrzałem Jimina. Stał skryty za niewielkim kioskiem, rozglądając się na
wszystkie strony, jakby bał się, że zostanie zauważony. Po chwili wyjął
telefon, a gdy już się z kimś połączył jego gesty stały się bardziej nerwowe
niż wyraz twarzy. Ten chłopak był chodzącą zagadką, którą musiałem rozwiązać.
By to osiągnąć należało po kolei odpowiedzieć na nasuwające się pytania, a tego
nie mogłem zrobić bez pomocy mojej prześladowczyni. Oderwałem wzrok od nowego
mieszkańca i powolnym krokiem ruszyłem wąską uliczką między sklepami, która
stanowiła skrót do jej domu.
Starałem
nie zaprzątać sobie głowy tym czego przed chwilą byłem świadkiem. Koniecznie
musiałem skupić się na swoich zamiarach. Wydawałoby się, że to nic strasznego i
podchodzę do tego zbyt poważnie, ale ten kto nie poznał Choi Yongwoo tak jak
ja, niech lepiej nie wyraża opinii. Ulica, którą podążałem była wręcz
klaustrofobiczna, domy szeregowe tworzyły jakby niekończący się tunel, a przez
to, że były dość wysokie można było odnieść wrażenie, że tworzą kopułę i
człowiek przebywa w zamkniętym pomieszczeniu. Ktoś kto szedł tędy pierwszy raz
faktycznie mógł czuć się niekomfortowo, jednak ja po prostu nie zwracałem już
na to uwagi. Wiedziałem, że droga wbrew pozorom nie jest długa. Szedłem tak,
dopracowując szczegóły planu. Pozostało mi dosłownie parę kroków do zakrętu,
prowadzącego do głównej drogi i tym samym do domu mojej „koleżanki”.
Przemierzyłem tę odległość i w miejscu, gdzie miałem skręcić, zatrzymałem się.
Droga ciągnęła się jeszcze kawałek, a nieco dalej ode mnie stały dwie
nienaturalnie wysokie postaci. Sądząc po budowie ciała, byli to mężczyźni.
Rozmawiali wyraźnie zdenerwowani. Starałem się zrozumieć cokolwiek. Wychwyciłem
krótki urywek.
„Znów nie
podołaliśmy zadaniu. Jak to możliwe, że ich nie wyczuwamy? Nie mogli rozpłynąć
się w powietrzu.”
Widzę że to ostatni post jaki dodałaś co bardzo mnie smuci bo bardzo podoba mi się to opowiadanie, mam nadzieję że jeszcze je skończysz bo chce wiedzieć co dalej.
OdpowiedzUsuńPisz dalej, a napewno będę to czytać.
Życzę dużo weny ;)