poniedziałek, 6 stycznia 2014

Sathina.

Kolejny komentarz i kolejny post. Jestem naprawdę wdzięczna za wyrażanie opinii, bo to motywujące i wiem, że są osoby, które poświęciły swój czas na przeczytanie tego co napisałam. Mam nadzieję, że częściej będziecie wyrażać Wasze zdanie, a teraz zapraszam do czytania.

~**~


Skinąłem tylko głową, dając mu tym znak, by zaczął mówić. Byłem ciekaw czego też się dowiem.

- Pewnie słyszałeś już historię o tym jak Bóg stworzył człowieka z dwoma głowami i dwoma parami kończyn, jednak potem rozdzielił tę istotę na pół i od tamtego czasu celem życia każdego z nas jest odnalezienie tak zwanej drugiej połówki. – Popatrzył na mnie pytająco, nie oczekując jednak odpowiedzi kontynuował – ta opowieść wydaje się zwykła jak wiele innych, jednak ta jedna zawiera ziarno prawdy i to ziarno sporych rozmiarów. Bowiem przy stworzeniu człowieka Bóg ofiarował mu duszę, stworzoną na podobieństwo jego potęgi, jednak dusza ta nie mieściła się w ludzkim ciele. Wręcz je rozrywała. Bóg nie mógł patrzeć na swój karygodny błąd, więc rozdzielił jedną, dużą duszę na dwie mniejsze i obdarował nimi dwie osoby, które automatycznie zostały połączone ze sobą na wieki, a nazwał je Sathina. Nieczęsto komukolwiek udaje się odnaleźć jego bratnią duszę. To właściwie nie powinno się dziać, co też w pewien sposób jest pilnowane. Gdy Sathina się odnajdą ich dusze łączą się w całość, niezwykle potężną. Taka para staje się silniejsza niż największy mocarz tego świata. Do takiej sytuacji nie powinno dojść, dlatego zostali zesłani wysłannicy Boga, zwani Rajaduti. Ich zadaniem jest zniszczyć bratnie dusze, bo to jedyne wyjście by je rozdzielić tu, na Ziemi. Tacy wysłannicy właśnie nas ścigają, co niestety jest moją winą. – Zrobił pauzę i spojrzałem na mnie przepraszającym wzrokiem.

- Twoja wina? – Spytałem zaskoczony, sam nie wiem czym bardziej, całą opowieścią czy jego domniemaną winą.

- Tak, na pewno nie umknęło Twojej uwadze, że jesteś śledzony. – Ponownie nie czekając na moją reakcję mówił dalej – oczywiście, że nie umknęło, przecież ostatnim razem uciekałeś przede mną. Gdybym był bardziej dyskretny i gdybym wiedział to co wiem teraz może udałoby nam się ukryć.

- Co ty bredzisz?

- Gdy Sathina przebywają blisko siebie są jak tęcza na białej kartce. Rajaduti od razu ich zauważają, a oni są wszędzie. Ten rodzaj „sygnału” można kontrolować, ale dopiero po pewnym czasie, gdy dusze się zgrają. Śledząc Cię sprawiłem, że każdy wysłannik w okolicy wiedział kim jesteśmy. – Mówił coraz ciszej z opuszczoną głową.

- Skąd wiedziałeś, że to ja jestem Twoją Sathina? – Zadałem kolejne pytanie, stanowczo za dużo jak na jeden dzień.

- Ktoś mi o tym powiedział. – odparł krótko i wstał.

Z mojej strony nie padło kolejne pytanie, czekałem aż sam mi powie. Ta chwila miała jednak nie nastać. To zbyt wiele szokujących informacji naraz. Muszę to ułożyć w głowie, a potem będę wypytywał. Nagle poczułem okropne zmęczenie. Ziewnąłem i przeciągnąłem się aż kilka kości wydało głośny dźwięk, jak gdyby nie były ruszane od dłuższego czasu. V spojrzał na mnie z troską w swoich pięknych oczach i kazał na moment wstać. Gdy zrobiłem co powiedział, rozłożył kanapę, wyjmując z niej poduszkę i sporych rozmiarów koc. Gdy skończył ponownie zwrócił się do mnie

- Połóż się, wyglądasz na wycieńczonego. – Ręką wskazał mebel.

Tak też zrobiłem, nie miałem siły dyskutować. Jednak gdy Tae usiadł na jednym z krzeseł, zdziwiłem się.

- Chyba nie masz zamiaru spać na krześle, hm? – popatrzyłem na niego z uwagą. – Nie odpowiadaj, kładź się obok mnie, też jesteś zmęczony.

- To nieco~

- Nie dyskutuj, chodź – przerwałem mu, by nie musieć słuchać jego wymówki.

- To niezręczne, ale masz rację, tutaj będzie znacznie wygodniej – mówił, kładąc się na plecach obok mnie.

- Nie przedstawiłem się. – Nagle ta myśl wpadła mi do głowy.

- Nie ma takiej potrzeby, doskonale wiem kim jesteś, Jeon Jungkook. – Uśmiechnął się delikatnie.

- No tak, zapomniałem. Dobranoc. – zamknąłem oczy, nie chciałem dłużej ciągnąć tej rozmowy.

- Dobranoc. – wyszeptał, zasypiając.



Obudziłem się, czując lekkie łaskotanie na szyi. Gdy otworzyłem oczy nie miałem pojęcia gdzie się znajduję. Musiałem mocno się skupić, by dotarły do mnie wydarzenia z poprzedniego dnia. Obróciłem głowę lekko w lewo i zobaczyłem kawałek fioletowej czupryny. Taehyung leżał przytulony do mnie, rytmicznie wydychając powietrze wprost na moją szyję. Po kilku próbach odsunięcia się od chłopaka, tak by go nie zbudzić poddałem się, bo to zadanie nie do wykonania. Zdziałałem tylko tyle, że V przywarł do mnie jeszcze bardziej, jakby bał się, że ucieknę. Postanowiłem, że poleżę, patrząc w sufit dopóki się nie obudzi. W myślach przyznałem mu rację, to było niezręczne. Znalazłem jakiś punkt, w który bezmyślnie się wgapiłem. Mojej głowy nic nie zaprzątało, jedynie zastanawiałem się nad pogodą na zewnątrz. Wnioskując po wczorajszym zachmurzeniu z pewnością leje jak z cebra.

- Dlaczego nie śpisz? – rozległ się nagle zachrypnięty głos.

Drgnąłem, zaskoczony nagłym pytaniem.

- Nie wiem. Obudziłem się i nie odczuwam potrzeby, by spać dalej. – Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

- Jest 4:30, spróbuj zasnąć, bo czeka cię wyczerpujący dzień. – polecił, wskazując na zegar, którego wcześniej nie zauważyłem.

- To odsuń się ode mnie. Chuchasz mi na szyję. – Odparłem nadal, gapiąc się w punkt na suficie.

- Nie. Tak mi wygodnie – powiedział głosem obrażonego dziecka – i ciepło – dodał po chwili.

Nie odezwałem się już, tylko westchnąłem zmieszany sytuacją. Zamknąłem oczy, wiedząc, że i tak nie uda mi się zasnąć.

Gdy tylko oddech starszego się ustabilizował, bardzo powoli, by go nie wyrwać ze snu, wstałem i leniwie się przeciągnąłem. Byłem naprawdę wypoczęty, jak nigdy. Rozejrzałem się po pomieszczeniu po raz wtóry w poszukiwaniu czegoś co byłoby choć trochę interesujące i mogło zająć  mnie na dłuższy czas. Postanowiłem przyjrzeć się książkom, leżącym bez ładu na sporym regale, zajmującym całą ścianę. Pochwyciłem pierwszą z brzegu książkę o pięknych zdobieniach, jednak niezrozumiałym tytule, napisanym nieznanymi mi znakami. Nie przypominało mi to żadnego alfabetu. Mimo to ją otworzyłem, ciekaw zawartości. Na pierwszej stronie moim oczom ukazał się ręcznie wykonany rysunek, przedstawiający trzy postaci. Dwie, znajdujące się na pierwszym planie były znacznie mniejsze od trzeciej. Wisiały w powietrzu, jakby jakaś niewidzialna siła je uniosła, do złudzenia przypominało to scenę opętania. Większa, bardziej wyróżniająca się postać z wielkim trudem, wymalowanym na twarzy, rozrywała coś co wyglądało jak kłębek antymaterii. Od razu zorientowałem się co przedstawia narysowana scena. Przewróciłem nieco zniszczoną stronicę. Tam znajdował się tylko tekst w zrozumiałym już dla mnie języku. Po przekartkowaniu księgi, zauważyłem jednak, że często przewijają się jakieś obrazki. Odłożyłem ją na bok i sięgnąłem po kolejną, tym razem mniejszą książkę. Jak tylko przeczytałem tytuł, moje oczy rozszerzyły się dwukrotnie. „Wywary, zaklęcia i uroki”- taki napis widniał na okładce. Nigdy nie ufałem temu tematowi, dlatego też stwierdziłem, że skoro i tak nie mam nic do roboty, to poukładam księgi, by nie leżały tak chaotycznie. Zdjąłem je wszystkie z półek i ustawiłem na podłodze, grzbietem w moją stronę, bym mógł widzieć ich tytuły. Najpierw posegregowałem je seriami, a następnie z powrotem zacząłem układać na regale alfabetycznie. Gdy spojrzałem na zegar, jego wskazówki pokazywały godzinę 6:54. Zaskoczyło mnie tempo w jakim czas upłynął. Nucąc cicho pod nosem, dalej stawiałem książki w odpowiednich miejscach. Moją pracę przerwało mamrotanie od strony łóżka.

- Szybko… nie ma czasu… - tych kilka słów wypowiedział Taehyung, powoli kończąc swój sen.

Stałem jak wryty, pochłonięty nagłym potokiem myśli. Cóż takiego mogło mu się przyśnić?  Przyglądałem się Tae z uwagą, gdy wtem zaczął ręką błądzić po stronie łóżka, na której kilka godzin temu leżałem. Kiedy dotarło do niego, że to miejsce jest puste, momentalnie otworzył oczy.

- Jungkook? – Jakby z przerażeniem zaczął mnie wołać.

- Tutaj jestem – natychmiast go uspokoiłem.

Jego oczy powędrowały w stronę, z której dochodził mój głos.

- Wyglądasz na spiętego – stwierdził, przecierając oczy.

- Możliwe – odparłem krótko i odwróciłem w stronę książek, by nie widział mojej twarzy.

- Na pewno jesteś głodny. – Odetchnąłem z ulgą, że nie kontynuował tematu.

- Właściwie masz rację – dotarło to do mnie dopiero kiedy o tym wspomniał.

- No to jeśli układanie książek nie jest dla Ciebie sprawą konieczną, ani Twoje życie od tego nie zależy to odłóż to na potem. Musimy wyjść na górę, by dostać się do spiżarni – mówił, próbując zwlec swoje ciało z łóżka.

- Mam Cię wynieść razem z kanapą? – Zaśmiałem się.

- Tak – odparł z powagą.

Spojrzałem na niego z uniesionymi brwiami. Po chwili usłyszałem głośny śmiech. V najwidoczniej był rozbawiony tym co powiedział, bo nie mógł się opanować. Ja tylko patrzyłem na niego z niezmienną miną. Upłynęło trochę czasu zanim się uspokoił, ani trochę nie speszony swoim wybuchem radości. Wstał i poczłapał w stronę wyjścia bez żadnego uprzedzenia.

- Czekam, księżniczko. – Na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek.

- Biegnę, mój książę! – Śpiewnie wykrzyknąłem i skocznie podbiegłem do niego.

Przeszliśmy tym samym wąskim korytarzem co ostatnio i znaleźliśmy się w ciemnym pomieszczeniu. Tym razem miałem więcej czasu by się rozejrzeć, jednak dostrzegłem tylko przedmiot w miejscu, na które spadliśmy poprzednio. Okazało się, że faktycznie to materac. Tae podszedł do ściany po lewej stronie i zapewne chciał otworzyć klapę w obecnym suficie. W ostatnim momencie się zawahał i począł ponownie nasłuchiwać. Zrobiłem to samo. Po chwili skupienia ledwo słyszalne kroki dobiegły moich uszu. W pomieszczeniu znajdowało się kilka osób. Nagle rozległ się donośny głos, jednak rozchodził się w taki sposób, że słyszałem tylko pojedyncze słowa.

„Kevala Stahina”

„niedorzeczne”

„zlikwidować”

A jedyne zdanie jakie do mnie dotarło to „Należy ich wytropić w trybie natychmiastowym.”

1 komentarz:

  1. Tego bloga poleciła mi twoja przyjaciółka i jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Opowiadanie tak mnie zainteresowało, że przestałam oglądać moje ulubione anime. Piszesz genialnie.Czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Jestem pod wielkim wrażeniem. Czekam na kolejne rozdziały. Życzę weny i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń