Bardzo dziękuję mojej Ki (której blog koniecznie musicie odwiedzić click)
i Zającowi (nie wiem czy to już ujawnianie danych osobowych ._.), dzięki którym liczba wyświetleń ciągle rośnie! Jestem Wam niezwykle wdzięczna. Tymczasem, pojawił się nowy komentarz, więc oto jestem z nowym postem.
~**~
Poczułem, że tracę równowagę, a ostatni moment jaki pamiętam to przerażone oczy
V. Obudziłem się na kanapie z głową opartą na czymś co poduszką na pewno nie
było. Zamrugałem kilka razy, by przyzwyczaić swoje oczy do jasnego światła.
Lekko uniosłem głowę. Okazało się, że leżałem na kolanach Tae. Gdy ten zauważył
mój ruch natychmiast kazał leżeć dalej i odpoczywać. Nie miałem siły na
dyskusję, więc go posłuchałem. Jednak nie miałem zamiaru pozwolić mu na
wywinięcie się od pytań.
-
O czym oni mówili?
-
Nie wiem
-
Kłamiesz.
Zapadła
cisza. Jeśli myślał, że mu odpuszczę to nie pomylił się ani trochę. Miałem
wrażenie, że jeśli teraz zasnę to obudzę się za rok. Zamknąłem oczy i odpłynąłem.
Znowu biegnę
najszybciej jak potrafię. Tym samym ciemnym lasem. Znowu czuję czyjś oddech na
karku. Potknąłem się i nie mogę ruszyć. Ktoś się zbliża. Nie ma już dla mnie
ratunku. Czuję jak ktoś łapie mnie za ramiona i lekko potrząsa. „Obudź się!
Słyszysz mnie?”
Otworzyłem
oczy i zobaczyłem swojego ojca nachylonego nade mną.
-
Dzięki Ci Panie! W końcu się ocknąłeś. Jak się czujesz? – Pytał drżącym głosem.
-
Do-dobrze. Co się dzieje? – Nie rozumiałem co robię w domu.
-
Musiałeś lunatykować, albo potknąć się, idąc do kuchni. Rano znalazłem Cię,
leżącego pod schodami – wytłumaczył prędko.
Czyli
to wszystko było snem?
Powolnym
krokiem ruszyłem w stronę swego pokoju.
-Synu,
wszystko dobrze? – Usłyszałem za plecami, nie próbując nawet analizować tych
słów.
Zamknąłem
drzwi, usiadłem na podłodze i osłupiale gapiłem w dywan. Co tu się dzieje? Co
dzieje się ze mną? Może to jakaś choroba psychiczna? Przecież niemożliwym jest,
by sen okazał się tak realistyczny. Pogrążyłem się we własnych myślach i nagle
zdałem sobie sprawę, że nie pamiętam o czym tak zaciekle rozmyślam. Zdziwiony
swoim zachowaniem, podniosłem się z podłogi i poczłapałem do łazienki. Po
wykonaniu porannej toalety i ubraniu się, wróciłem do pokoju i stanąłem przy
oknie. Wpatrywałem się w pustą ulicę przez dłuższy czas. Gdy już miałem zamiar
zakończyć bezsensowne obserwacje, przy krawężniku domu obok zaparkowała
granatowa furgonetka, z której wysiedli dwaj mężczyźni. Otworzyli tylnie drzwi
i, tak jak się spodziewałem, zaczęli wyjmować kartony. nie było ich wiele, więc
po niecałych dziesięciu minutach skończyli, odpalili silnik i odjechali. Kiedy
sąsiedzi się wyprowadzili? Przecież jeszcze wczoraj ich widziałem. Kim jest
nowy właściciel domu? By odpowiedzieć na swoje pytania postanowiłem przywitać
nowego mieszkańca naszego miasteczka. Zbiegłem po schodach, z kuchni wziąłem
kawałek szarlotki, który ładnie zapakowałem i już byłem w drodze do domu obok.
Przed drzwiami chwilę zastanowiłem się co powiedzieć i stanowczo zapukałem,
używając mosiężnej kołatki w kształcie lwa. Momentalnie drzwi otworzyły się na
oścież i zobaczyłem nieco niższego ode mnie chłopaka o wyjątkowo pulchnych
policzkach. Wyglądał na zaspanego. Leniwie przeczesał palcami roztrzepane,
czarne włosy. Uśmiechnął się szeroko i pogodnym głosem przywitał
-
Cześć.
-
Witam. Zauważyłem, że przed chwilą się wprowadziłeś, więc postanowiłem przynieść
drobny poczęstunek. – Wyciągnąłem przed siebie niewielki pakunek, zdając sobie
sprawę, że moje zachowanie jest nienaturalne i dość podejrzane.
-
Dla mnie? Naprawdę? Dziękuję! – odebrał ode mnie ciasto, najwidoczniej nie
zastanawiając się nad tym co ja. – Zapraszam do środka.
-
Nie chcę przeszkadzać, musisz się rozpakować i tak dalej. – Skłamałem, by nie
wzbudzić podejrzeń.
-
Mam mnóstwo czasu, poza tym chciałbym kogoś poznać, opowiesz mi o okolicy –
nalegał.
-
No okej, jeśli to nie problem to na chwilę wstąpię – przekroczyłem próg. –
Zapomniałem, jestem Jeon Jungkook.
-
A ja Park Jimin – odpowiedział, zamykając drzwi.
Przeszliśmy
do salonu, usiadłem na kanapie, a Jimin udał się do kuchni by rozpakować
ciasto. Po chwili wrócił z talerzem, dwoma szklankami i butelką napoju pod
pachą.
-
Wprowadziłeś się sam?
-
Tak – odparł nalewając soku.
-
Więc chyba powinienem zwracać się per Pan – zauważyłem.
-
Co ty, nie jestem aż tak stary – zaśmiał się.
-
Powiem szczerze, że jestem zaskoczony, bo jeszcze wczoraj rodzina, która tutaj
mieszkała nie sprawiała wrażenie, by miała się wyprowadzić – postanowiłem
powiedzieć wprost.
-Nic
o tym nie wiem, po prostu znalazłem korzystną ofertę i się wprowadziłem. Czemu
by nie? – Spojrzał na mnie z nieprzerwanym uśmiechem na twarzy.
-
Może pomogę Ci z rozpakowaniem pudeł? – Zerknąłem kątem oka, by zaobserwować
reakcję.
-
Nie trzeba, poradzę sobie - w momencie
spoważniał.
-
Na pewno? Jestem przekonany, że dużo z tym roboty – ciągnąłem temat, udając, że
nie zauważyłem zmiany jego wyrazu twarzy.
-
Na pewno – rozległ się dźwięk telefonu. – Przepraszam na moment – pospiesznie
wyszedł z pomieszczenia.
Upewniłem
się czy przypadkiem nie zostanę przez niego zauważony i zacząłem przeglądać
pudła, które stały pod ścianą. Wszystkie były wypełnione przeróżnymi książkami.
Nie mogłem nawet przeczytać tytułów, bo zostały napisane dziwacznymi znakami. W
ostatnim kartonie zauważyłem sporych rozmiarów księgę, której tytuł byłem w
stanie przeczytać, a brzmiał „Sathina”. Odniosłem wrażenie, że gdzieś już to
słyszałem, że znam ten termin. Jednak gdy próbowałem sobie cokolwiek
przypomnieć w mojej głowie pojawiała się czarna dziura. Usilnie przeszukiwałem
zakamarki pamięci, gdy wtem usłyszałem kroki. Potykając się o własne nogi
wróciłem na poprzednie miejsce, do ręki wziąłem kawałek ciasta i zrobiłem spory
kęs.
-
Niestety muszę wyjść. Dopiero się wprowadziłem, a już obowiązki mnie ścigają –
westchnął. – Ponownie przepraszam, może spotkamy się jutro? – Zaproponował.
-
Jasne, cały dzień jestem w domu, więc przyjdź o której chcesz. – mówiłem z
pełnymi ustami, sam ledwo rozumiejąc słowa. Uśmiechnąłem się i zanim zdążył
cokolwiek powiedzieć, wyszedłem.
Nie, ja wcale nie mam łez w oczach, dziękuję Ci bardzo bardzo bardzo!
OdpowiedzUsuńOczywiście rozdział świetny, już to mówiłam.
WSZYSCY KTÓRZY TO CZYTACIE MĘCZCIE JĄ O KOLEJNE ROZDZIAŁY, BO ONA MA TEGO WIĘCEJ!
Pozdrawiam, Twoja najcudowniejsza Ki C: